Zderzenie z milionami turystów walczących o idealne zdjęcie potrafi błyskawicznie wypalić wyjazdowy entuzjazm. Japonia z zewnątrz wydaje się niewielka, ale w rzeczywistości to potężny, górzysty archipelag, który skrywa swoje najlepsze karty z dala od głównej trasy superszybkich pociągów. Jeśli masz za sobą klasyczny Złoty Trójkąt Japonii i szukasz przestrzeni, autentyczności oraz kontaktu z naturą bez przeciskania się przez tłumy z aparatami, czas zmienić azymut.
Spis treści
Oto pięć regionów, w których znajdziesz to, czego na próżno dziś szukać w pękającym w szwach Tokio czy Kioto.
Kiusiu – wulkaniczne serce i leśne gorące źródła
Zamiast jechać do skomercjalizowanego i obleganego kurortu Hakone, skieruj się na południową wyspę Kiusiu. To wulkaniczne serce Japonii, w którym ziemia dosłownie dymi, a kultura kąpieli w gorących źródłach wznosi się na zupełnie inny poziom. Absolutną perełką jest Kurokawa Onsen – ukryte w głębokiej górskiej dolinie miasteczko, które wiele lat temu świadomie zrezygnowało z budowy wielkich, betonowych hoteli. Znajdziesz tam wyłącznie tradycyjne, drewniane zajazdy (ryokany). Kupując na miejscu drewniany bilet (tegata), możesz spacerować po brukowanych uliczkach w bawełnianej jukacie i odwiedzać różne rotenburo – zewnętrzne, naturalne baseny z gorącą wodą, osadzone bezpośrednio w jaskiniach, przy wodospadach lub w gęstym lesie bambusowym.
Z kolei w niedalekim mieście Beppu trafisz na słynne „piekła” (jigoku). To wrzące, siarkowe stawy we wszystkich kolorach tęczy, które służą wyłącznie do podziwiania, a wydobywającą się z nich potężną parę wodną miejscowi wykorzystują do gotowania wyśmienitych warzyw i jajek na twardo.
Dolina Iya na Sikoku – adrenalina i wiszące mosty
Sikoku to najmniejsza z czterech głównych wysp archipelagu i zarazem najrzadziej odwiedzana przez zagranicznych turystów. W jej centrum leży Dolina Iya – miejsce o tak trudnym dostępie, że w czasach feudalnych służyło jako bezpieczna kryjówka dla pokonanych samurajskich klanów. Głębokie, porośnięte cedrowym lasem wąwozy przecinają tu szmaragdowe, lodowate rzeki. Największą i unikalną w skali kraju atrakcją są kazurabashi, czyli autentyczne mosty zbudowane z potężnych górskich pnączy. Przejście po nich, gdy kilkadziesiąt metrów pod stopami szumi rwąca woda, a cała konstrukcja mocno się kołysze, gwarantuje solidny zastrzyk adrenaliny. Żeby wyciągnąć z Doliny Iya maksimum i nie być zdanym na rzadko kursujące autobusy, najlepiej wypożyczyć samochód. Lokalne drogi jednopasmowe są ekstremalnie kręte, ale dają wolność zatrzymywania się w spektakularnych punktach widokowych zawieszonych nad przepaściami.
Tohoku – surowa północ i mistycyzm bez tłumów
Północna część głównej wyspy Honsiu, czyli rozległy region Tohoku, to idealny kierunek dla podróżników. Zagęszczenie turystów z Zachodu spada tu drastycznie z każdym przejechanym kilometrem na północ od Tokio. To tutaj odkryjesz Yamaderę – niesamowity kompleks świątynny założony w IX wieku, dosłownie zawieszony na stromym zboczu góry. Osiągnięcie głównego pawilonu wymaga pokonania ponad tysiąca kamiennych stopni w gęstym lesie, ale nagrodą jest widok na dolinę, który rekompensuje każdą kroplę potu. Tohoku to również ojczyzna potężnych, głośnych festiwali. Najbardziej spektakularny z nich, sierpniowy Nebuta Matsuri w prefekturze Aomori, to gigantyczny, nocny pochód. Po ulicach toczą się kilkumetrowe, misternie podświetlane od wewnątrz platformy z papieru washi, przedstawiające mitycznych wojowników, demony i smoki, a wszystko to w rytm ogłuszających bębnów taiko.
Kanazawa – małe Kioto nad Morzem Japońskim
Jeśli kochasz tradycyjną drewnianą architekturę i klimat rodem z filmów o samurajach, ale nie znosisz ścisku, Kanazawa będzie strzałem w dziesiątkę. Miasto leży nad Morzem Japońskim i w czasach szogunatu należało do jednego z najbogatszych klanów w kraju. Szczęśliwie uniknęło zniszczeń podczas II wojny światowej, dzięki czemu zachowało autentyczną zabudowę. Znajdziesz tu dzielnicę Higashi Chaya, pełną świetnie utrzymanych drewnianych herbaciarni. Do dziś wieczorami pracują tam gejsze, a za dnia po ulicach nie przelewają się fale zorganizowanych wycieczek z chorągiewkami.
Kanazawa słynie z wyrafinowanego rzemiosła, a zwłaszcza z produkcji płatków złota, którymi dekoruje się tam dosłownie wszystko – od wyrobów z laki po jadalne lody rożkowe. Punktem obowiązkowym jest też Kenrokuen, uznawany przez samych Japończyków za jeden z trzech najdoskonalszych tradycyjnych ogrodów krajobrazowych w państwie.
Hokkaido latem – przestrzeń i fioletowe horyzonty
Większość osób instynktownie kojarzy wyspę Hokkaido wyłącznie z głęboką zimą i światowej klasy ośrodkami narciarskimi, takimi jak Niseko, gdzie leży najsłynniejszy puch na świecie. Tymczasem letnia wizyta w tym regionie to doświadczenie, które całkowicie zmienia definicję podróżowania po Japonii. Zamiast ciasnej miejskiej zabudowy i parnego, wilgotnego powietrza wyspy Honsiu, dostajesz otwarte przestrzenie, chłodną bryzę i proste, długie drogi stworzone pod roadtrip. W centralnej części wyspy, wokół miasteczek Furano i Biei, horyzont po same góry wypełniają ułożone od linijki geometryczne pola lawendy i kolorowych kwiatów. Tworzy to krajobrazy przypominające prowansalskie pocztówki, ale z perfekcyjną, japońską organizacją. Hokkaido to też absolutna mekka dla pasjonatów owoców morza. Złowione rano kraby królewskie, jeżowce i świeży łosoś, serwowane w postaci kaisendon (ryby na misce ciepłego ryżu) na targu Nijo w Sapporo, całkowicie zredefiniują Twoje pojęcie o świeżości jedzenia.
Zejście z utartej trasy wymaga odrobiny dłuższego planowania i przesiadki na lokalne pociągi lub wynajęte auto, ale zwraca się z nawiązką. Zostawiając za sobą zgiełk największych aglomeracji, zyskujesz szansę na interakcję z mieszkańcami, którzy w mniejszych miejscowościach mają dla przyjezdnych znacznie więcej czasu i naturalnej serdeczności. To właśnie tam uderzy Cię prawdziwy podróżniczy spokój.
foto: Kzaral, CC BY 2.0 https://creativecommons.org/licenses/by/2.0, via Wikimedia Commons
by